INSERTCOINGAMER
Recenzje
RecenzjaNintendo Switch 2

Donkey Kong Bananza: wyburzenie, które redefiniuje Switch 2

Wracamy do Donkey Kong Bananza rok później: totalna destrukcja, śpiewająca Pauline i 91 na Metacritic. Pierwszy DK 3D od 1999 roku wciąż jest największą wizytówką Switch 2.

Nilton Rocha·17 lipca 2026·Nintendo EPD Tokyo
Donkey Kong Bananza: wyburzenie, które redefiniuje Switch 2
Ocena InsertCoin
9.5/10

Przyznaję, że do Donkey Kong Bananza podchodziłem z rezerwą. Ciężkogatunkowy tytuł startowy na Switch 2, z gorylem w roli głównej, który przez dekady spychany był na bok w grach 3D Nintendo? Mogło pójść nie tak na tysiąc sposobów. Rok po premierze, gdy kartridż wciąż mieszka w mojej konsoli, mogę powiedzieć bez obaw: nie tylko się udało, ale stało się miarą, którą mierzę wszystko, co wychodzi na Switch 2.

26 lat czekania: powrót DK do 3D

Żeby zrozumieć rozmiar Bananzy, trzeba przypomnieć sobie, skąd przyszliśmy. Ostatnim w pełni trójwymiarowym Donkey Kongiem był Donkey Kong 64, jeszcze w 1999 roku. Od tamtej pory małpa żyła znakomitymi platformówkami 2D (seria Country Returns i Tropical Freeze), ale nigdy więcej nie dostała własnej trójwymiarowej przygody. Gdy Nintendo ogłosiło, że za projektem stoi tokijski zespół EPD — to samo studio, co przy Super Mario Odyssey, z Kentą Motokurą jako producentem — oczekiwania poszybowały w górę. A rezultat im sprostał: z 91 na Metacritic Bananza zrównała się dokładnie z DK64 jako najlepiej oceniana gra w historii serii i stała się najwyżej ocenianym exclusive'em Switch 2 na konsoli do tamtej pory.

Okładanie otoczenia pięściami nigdy nie było tak dobre

Wielkim pomysłem Bananzy jest przekształcenie destrukcji w język projektowania. Praktycznie wszystko jest tu zbudowane z odkształcalnych wokseli: DK wali w ziemię i otwiera kratery, wyrywa kawałki ściany, by użyć ich jako broni albo deski surfingowej, kopie tunele w dowolnym kierunku i dosłownie przepisuje topografię planszy. W pierwszych godzinach, przyznaję, rozwalałem wszystko dla samej dotykowej przyjemności — informacja zwrotna z ciosów jest absurdalnie satysfakcjonująca. Ale stopniowo gra ujawnia, że destrukcja to także zagadka: ten znajdźka na szczycie klifu można zdobyć, wspinając się, usypując miękki teren w prowizoryczne schody albo po prostu burząc całą górę. To ten rodzaj wolności, który Breath of the Wild przyniósł do otwartego świata, zastosowany teraz w platformówce 3D. Po Bananzie niezniszczalne otoczenie wydaje się reliktem przeszłości.

Pauline kradnie show

Historia zaczyna się na Ingot Isle, gdzie DK pracuje przy wydobyciu cennych Banandium Gems, aż tajemnicza korporacja VoidCo wywraca wszystko do góry nogami, a nasz bohater spada w głąb planety. To tam spotyka Pauline — tu trzynastoletnią dziewczynkę, na długo przed burmistrzynią New Donk City — która marzy o powrocie na powierzchnię. Duet wyrusza wówczas ku jądru planety, gdzie podobno spełnia się każde życzenie.

Na papierze to fabuła sobotniej porannej kreskówki. W praktyce chemia między masywnym gorylem a dziewczynką podróżującą na jego ramionach dźwiga całą grę. Pauline nie jest martwym balastem: jej śpiew otwiera przejścia czułe na dźwięk, wskazuje sekrety i przede wszystkim wyzwala przemiany DK. To najbardziej charyzmatyczny duet, jaki Nintendo zbudowało od lat, a finał podróży poruszył mnie w sposób, jakiego nie spodziewałbym się po grze o okładaniu kamieni.

Kopać głęboko: warstwy planety

Zamiast królestw rozsianych po globie, Bananza organizuje swój świat w spiętrzone podziemne warstwy, każda z własnym biomem i tożsamością — jest warstwa tropikalna, warstwa lawy, warstwa zamarznięta, a każda kryje podwarstwy, skróty i przytulne Getaways, schronienia, gdzie można odpocząć i zmienić strój. Pionowa struktura całkowicie zmienia logikę eksploracji: droga do kolejnego celu prawie nigdy nie jest drzwiami, lecz dziurą, którą sam wykopiesz. Banandium Gems pełnią rolę Księżyców z Odyssey jako główny znajdźka, zasilając hojne drzewko umiejętności, a rozsiane po świecie skamieliny kupują ubrania i ulepszenia. Spędziłem godziny na grzebaniu w zakątkach, których gra nawet nie sygnalizuje, tylko dlatego, że odpowiedź na pytanie „czy dam radę dokopać się aż tam?" prawie zawsze brzmi: tak.

Bananza: przemiany, które wywracają grę

Przemiany Bananza to przyprawa, której brakowało. Znajdując Starszych rozsianych po warstwach, DK zyskuje zwierzęce formy aktywowane śpiewem Pauline i ograniczone jedynie paskiem Bananergii: Kong Bananza rozdziera teren jak masło, zebra pędzi z dużą prędkością po kruchych powierzchniach, struś szybuje i bombarduje wrogów jajami, a są jeszcze inne niespodzianki, których wolę nie psuć. Cała sztuczka polega na tym, że formy nie są kluczami do konkretnych zamków: można je swobodnie zmieniać i łączyć z destrukcją terenu, tworząc rozwiązania, które projekt poziomów wyraźnie przewiduje, ale nigdy nie narzuca. To Odyssey do sześcianu.

Wizytówka Switch 2 — z gwiazdkami

Wizualnie Bananza to spektakl: ekspresja DK budziłaby zazdrość studia animacji, a widok otoczenia rozpadającego się na tysiące fizycznych kawałków, gdy konsola się nie dławi, to coś, o czym pierwszy Switch nigdy by nie zamarzył. Ale nie wszystko jest bananowe. Analiza techniczna Digital Foundry oceniła rezultat jako „nieco niejednolity": gra celuje w 60 fps przy dynamicznej rozdzielczości między 1080p a 1200p w doku, ale używa FSR 1 zamiast DLSS, a podwójnie buforowany v-sync sprawia, że przy spadkach wydajności klatkaż na moment leci do 30 fps — zauważalne przy niektórych bossach i w najbardziej chaotycznych momentach destrukcji. W trybie przenośnym, co ciekawe, doświadczenie wydało mi się stabilniejsze, działając w stałym 1080p. Nic z tego nie rujnuje gry, absolutnie nie, ale uczciwie jest powiedzieć, że na szkle wizytówki widnieje jeden czy drugi odcisk palca.

Ścieżka dźwiękowa, która śpiewa razem z tobą

Ścieżka dźwiękowa zrozumiała samą grę: gdy DK aktywuje przemianę, Pauline dosłownie śpiewa motyw danej formy, zmieniając każde ulepszenie w mały numer muzyczny, który uśmiechał mnie od początku do końca. Wśród chwytliwych oryginalnych utworów są czułe reinterpretacje klasycznych motywów serii — w tym mrugnięcie do legendarnego DK Rap, które poderwało z kanapy tego starego gracza Nintendo 64. To jedna z tych ścieżek, które grają w głowie jeszcze tygodnie później.

Kooperacja: kanapowa zabawa gwarantowana

Tryb kooperacji jest skromniejszy od kampanii, ale świetnie sprawdza się w duchu „chodź, pograj ze mną": drugi gracz przejmuje Pauline i wystrzeliwuje wokalne pociski, by torować drogę i ogłuszać wrogów, mogąc nawet celować za pomocą trybu myszy Joy-Con 2 — jednej z pierwszych naprawdę naturalnych demonstracji tej funkcji. To był idealny sposób, by przedstawić grę komuś, kto nie radzi sobie z kamerą 3D: DK zajmuje się nawigacją, Pauline artylerią, a wszyscy się bawią.

9.5/10
Werdykt ·

Dwanaście miesięcy po premierze liczby opowiadają część historii — 3,49 miliona sprzedanych egzemplarzy do końca września 2025 roku , według raportu finansowego Nintendo, co czyni Bananzę jednym z największych hitów pierwszej fali konsoli. Ale statystyka, która się liczy, jest inna: to gra na Switch 2, do której wracałem najczęściej. Za każdą wizytą odkrywam ukryty Banandium Gem, tunel, którego nie wykopałem, głupie i genialne rozwiązanie wyzwania, które za pierwszym razem rozwiązałem „w prawidłowy sposób". Donkey Kong Bananza bierze filozofię wolności z Super Mario Odyssey i przenosi ją pod ziemię, dosłownie i w przenośni. Jest kreatywna, hojna, zabawna i technicznie ambitna — mimo swoich wydajnościowych czkawek. Jeśli masz Switch 2 i jeszcze w to nie grałeś, jesteś to winien samemu sobie. Jeśli nie masz jeszcze konsoli, cóż... to właśnie ta gra usprawiedliwia zakup. Plusy: rewolucyjne niszczenie terenu; charyzmatyczna Pauline; kreatywne przemiany Bananza; zapadająca w pamięć śpiewana ścieżka dźwiękowa; świat gęsty od sekretów. Minusy: punktowe spadki klatkażu (podwójnie buforowany v-sync); użycie FSR 1 zamiast DLSS; kooperacja zbyt prosta dla oczekujących kampanii we dwoje.

Zalety
Wady